WIZYTA NA BIAŁORUSI

Od 21 września jestem magistrem, co oznacza, że koniec studenckiego życia i długich wakacji. Dlatego tym łatwiej przyszło mi do głowy zrobienie czegoś szalonego. Ostatni tydzień września spędziłam na Białorusi w Łyntupach, gdzie działa Drużyna Skautek FSE. Kilka wspomnień z tego wyjazdu.

23.09.2010 Start. Wyruszyłam z Ubocza o 5:56, w Wilnie byłam następnego dnia koło południa, z przerwą na nocleg u naczelniczki w Warszawie. W dwa dni pokonałam ponad 1000 km. Choć było to stosunkowo proste, bo wiedziałam, że ktoś na mnie czeka. W Wilnie czekała na mnie Ewa Bielecka. Polka, która od od 9 lat mieszka i pracuje na Białorusi, jest organistką, katechetką, studiuje teologię w Wilnie po polsku, jest drużynową w Łyntupach a teraz będzie tam prowadzić młodą ekipę. W sobotę przedpołudniem wybrałam się na wycieczkę po Wilnie- katedra, Uniwersytet Wileński, pomnik Mickiewicza, ratusz i cel główny- Ostra Brama, aby zawierzyć się opiece Matki Bożej na ten szczególny czas. W południe wyjechałyśmy w stronę granicy. Do tego dzikiego kraju, którego tak wielu się obawia, do nieznanej cywilizacji. A nie było tak źle! Na granicy bez problemu, trzeba poczekać z godzinkę, ale cierpliwość się opłaca. Na Białoruś potrzebne są wizy, ale również nie ma problemu z ich dostaniem. Można to załatwić przez firmy pośredniczące, po wysłaniu paszportu kurierem za tydzień ma się paszport z wizą w domu.

Po dwóch godzinach byłam w Łyntupach… małe drewniane domki, kryte eternitem lub blachą, niektóre murowane, taki sam płot od strony ulicy przy każdym domu (należący do państwa), bardzo mało samochodów na drogach (można jechać godzinę i nie minąć żadnego), bardzo stare autobusy gorsze niż nasze „ogórki”, pomnik z czerwoną gwiazdą w każdej miejscowości, wielki pomnik Lenina w Postawach- mieście rejonowym, kołchozy (wielkie gospodarstwa rolne należące do państwa) i fabryka spirytusu. To co zobaczyłam, jak tam przyjechałam. Większość ludzi pracuje w kołchozach, dostając niskie wynagrodzenie, pijaństwo jest wielkie. Większość harcerek pochodzi z rodzin z problemami alkoholowymi. We wrześniu był czas wykopek. Dzieci szkolne od 3 tygodni nie miały lekcji, tylko jeździły zbierać ziemniaki. Życie tam jest bardzo drogie, a zarobki niskie. Na pierwszy rzut oka dość dramatyczny widok…

W niedzielę po mszy, na której oprawa była bardzo dobra, niejedna parafia u nas mogłaby się zawstydzić, zaśpiewano Anioł Pański po polsku- jak w każdą niedzielę. Wieczorem odbyło się wspólne ognisko z drużyną. Skautki takie same jak w Polsce! Radosne, bardzo dobrze umundurowane, bardzo żywiołowe. Prawdziwy skauting. W domu każda z nich nie ma lekko. Skauting jest dla nich szansą, szansą na uwierzenie, że ich życie może być inne niż rodziców. Piosenki, moja pierwsza parówka z ogniska ( nie ma tam takiej kiełbasy jak u nas a jak jest to bardzo droga), krótka historia dlaczego jestem w skautingu. Byłam w ciężkim szoku, kiedy kilka dni później przyszły dwie harcerki na rozmowę do drużynowej, bo okazało się ,że tamto świadectwo pomogło rozwiązać pewien problem, który miały w drużynie. Czy to nie jest piękne! Jak niewiele trzeba dać, aby dać tak wiele! A możemy dać jeszcze więcej.

Przyroda na Białorusi jest piękna. Dzika, dziewicza, niezniszczona przez przemysł. Idealne miejsce na wędrówki. W Łyntupach gościłam na plebani u x Pawła Knurka. Szczególny proboszcz. Polak, który od 15 lat pracuje na Białorusi. Prawdziwy pasterz, ludzie ciągle przychodzą na kierownictwo i spowiednictwo, na plebani drzwi się nie zamykają, ciągle goście. Uświadomiłam sobie, że misje, ewangelizacja to nie tylko Afryka i Daleki Wschód. To może być bardzo blisko a być jeszcze trudniejsze. Katechezy, AA, terapia dla współuzależnionych, świetlica środowiskowa dla dzieci, adopcja na odległość- to tylko niektóre działania w tej parafii. Wiele można zrobić, gdy jest ktoś, komu się chce. Specjanie dla mnie uruchomiono banie. To taka „sauna”- przy każdym domu stoi mały drewniany domek z bali, w którym jest specjalny piec. Pali się w nim cały dzień, aby wieczorem skorzystać z sauny. Surowe drewno, wielki piec, para, zapach żywicy, liści dębu i olejków eterycznych… cudo!
W ciągu tygodnia okazało się, że w piątek odbędzie się FIAT Ewy. Zostało nam ostatnie dwa dni na przygotowania. Ja- HRka od dwóch tygodni-miałam odebrać FIAT od osoby, z której nie tylko ja, ale większość z nas może brać przykład. Wielkie wyróżnienie. Przez dwa dni uczyłam się tekstu, który był po białorusku. Podobno nieźle czytam po białorusku, biorąc pod uwagę, że w ogóle nie mówię w tym języku… Na FIAT przyjechały przewodniczki z Mińska i harcerki z pobliskiej drużyny w Postawach. Odbyło się przejście do ekipy młodych przewodniczek. Zaczęliśmy Mszą Świętą o 23:30 w piątek, aby zakończyć wszystko w oratorium w środku nocy , po wspólnej herbacie, torcie i prezentacji zdjęć z drogi Ewy ku FIAT.

Ten czas zapadnie mi na długo w pamięci. Serdeczność i wielka otwartość tych ludzi. Oni bardzo potrzebują nas, Polaków. Możemy im dać tak wiele- wystarczą materiały, rozmowa na skype, e-mail, przeprowadzenie kursu na Białorusi- a możemy jeszcze więcej. To nasze siostry i bracia Skauci- Białoruś nas potrzebuje. Ja już jestem o tym przekonana. Może przekonasz się i ty.

Barbara Herdzik HR
Hufcowa Wrocławska

Dodaj komentarz