Powrót do starożytności, czyli Zimowisko 4 Drużyny Wrocławskiej

Oto list – relacja, którą otrzymała Królowa Kleopatra (drużynowa 4 Wrocławskiej), od swego wiernego sługi, przyjaciela Demetriusza. Zdaje on szczegółową relację z tego się działo na spotkaniu zimowym trzech cywilizacji starożytnych – Greków (zastęp Żaba), Rzymian (zastęp Bóbr) oraz Egipcjan (komenda). Zimowe spotkanie odbyło się w dniach 1-03.02.2013 w odległej wiosce Świeradowie Zdroju. Przeczytajcie co się w owych dniach wydarzyło!

Pozdrowienia dla czcigodnej Kleopatry, Królowej żyznej krainy Nilu, przesyła uniżony sługa – wierny Demetriusz!
O Pani! Niech nigdy nie zgaśnie złoty blask Twej korony, który dochodzi aż do tej palestyńskiej dziury – Świeradowa, gdzie, jeśli raczysz sobie przypomnieć, wysłałaś mnie, abym zorientował się w sytuacji. Z triumfem donoszę, że wszystko idzie po Twej myśli.
Już 1. lutego po południu zjechali tutaj zarówno Grecy jak i Rzymianie. Jeszcze w czasie podróży otrzymali Twe wspaniałomyślne listy i przychylnie rozważali możliwość sojuszu z Egiptem. Co prawda, nie mówili tego głośno, ale widać, że w ich krajach panuje głód, bo Grecy przy czytaniu alfabetu Morse’a, którym raczyłaś się posłużyć, mieli miny, jakby połknęli Żabę, a Rzymianie, tachając swe toboły, płakali jak Bóbr… Jednogłośnie zdecydowali się na układy lub, w razie potrzeby, wojnę o zboże.
Następnego dnia wszyscy stawili się w pełnym rynsztunku i gotowości do boju. Na sygnał rozbiegli się po górach, dolinach, wąwozach, lasach, ogrodach i zaułkach w poszukiwaniu Twych wiadomości i zadań, które mieli wypełnić, abyś raczyła na nich spojrzeć. Zdawało się, że dla Ciebie są gotowi na wszystko – nie przeszkadzały im tnące jak sztylety strugi deszczu ze śniegiem, ani niebezpieczni osobnicy, którzy na zadawane pytania tylko odgrażali się po niemiecku… W końcu udało im się dotrzeć na miejsce, gdzie czekali Twoi strażnicy z ostatnim zadaniem. Ach, pozwól mi, o Pani, w tym miejscu wyrazić podziw dla Twej przenikliwości! Gdy wojownicy mozolili się nad ułożeniem pieśni, nasi Egipcjanie cichcem aresztowali po jednym z każdego oddziału. Ale było zamieszanie! Rzymianie trochę ciężko myślą, ale demokracja raczej nie ma u nich zastosowania, więc słowo cezara zakończyło burzliwe obrady czy wybrać jeńca, czy przepustkę do skarbu. Coś tam mówili o jakimś Prawie, ale niewiele mogłem zrozumieć. Uwięzieni odzyskali wolność. Jak widać, w niektórych sytuacjach lojalność popłaca, bo to właśnie jeńcy posiadali przepustkę, więc wybuchła ogólna radość i legie popędziły na poszukiwanie wejścia do skarbca. Nie od razu je znalazły, bo było dobrze zamaskowane, a strażnik wtapiał się w otoczenie udając zakurzoną kukłę. Z zakłopotaniem donoszę, że wojacy, którym trochę uderzyło do głowy, w pierwszej chwili pomylili go z Tobą, o Pani, i rzucili się na ziemię, aby oddać mu pokłon. Świeradowska elita, zwana tutaj Kuracjuszami, była widocznie zgorszona. Tak czy inaczej skarb trafił we właściwe ręce. Co do załączonej do niego karteczki z zapytaniem, czy to on był celem podróży, muszę przyznać, że spowodowała różne reakcje. Grecy, słynący z filozofii, mruczeli coś o celach wyższych – przyjaźń, wspólna przygoda…ale było to dość mgliste rozumowanie. Rzymianie szybko zostali sprowadzeni na ziemię przez Petroniusza, który bąkał coś o zbożu, ale cezar widział tylko złoto, złoto, które pobrzękiwało w złotym pudełku po herbacie.. Z podziwu nad kilkoma egipskimi monetami wyrwał ich dopiero ostry głos strażnika, który, wedle Twych, o Pani, nieomylnych instrukcji, kazał im się wynosić, skoro nie chcą tego zboża. Podnieśli straszny rwetes, ale było już za późno…
Doprawdy, przedstawiali żałosny widok, gdy ze spuszczonymi głowami wracali do swojej kwatery. Myślałem, że już zupełnie stracili ducha… O Pani, nie powtarzaj nigdy po mnie tego błędu, nie wierz w utratę sił w czwartym legionie wrocławskim, bo nieodwracalnie przyćmiłoby to Twą nieomylność! Ja bowiem myliłem się srodze! W kwaterze wrzało. Stronnictwo porywczego z natury cezara opowiadało się za napaścią zbrojną na Egipt i zagarnięciem naszych dóbr siłą. Zostało jednak przekonane przez stronnictwo Petroniusza – arbitra elegantarium – który brzydził się rozlewem krwi i doradzał układy. Grecy, rzecz jasna, także nie zamierzali siedzieć bezczynnie. Już wkrótce wszyscy przedstawiciele obu państw znalieźli się u wrót naszego fortu odziani w łachmany – niektóre do złudzenia przypominały kuchenne szmaty, stare prześcieradła, a nawet dywany… I zwyczajem rzymskiego pospólstwa zawodzili gromko „Chleba i igrzysk! Chleba i igrzysk! Chleba i igrzysk!” Wrzask tłumu osiągnął apogeum, gdy pojawili się Egipcjanie powracający ze straganu zacnego kupca Biedronkusa Żółcistego, a legioniści wyniuchali woń makaronu i mielonej dziczyzny unoszącą się ze skórzanych sakw. Nie będę opisywać, co działo się potem, ale wiesz, o Pani, że Twoi słudzy nie mają twardych serc. Dali się więc udobruchać, kiedy te same okrzyki wzniesiono po łacinie.
Po obfitym posiłku, nasz mędrzec Agaulos udzielił im nawet lekcji dotyczącej uświetnienia dionizji dzieki różnym technikom teatralnym, a Klaudyneusz zdradził im kilka tajemnic ze świata muzyki. Dzięki temu wieczorną ucztę uświetniły śpiewy i scenki, w których każde państwo przedstawiło się w nieco krzywym zwierciadle. Zobaczyliśmy między innymi sportowców z nadmuchiwanymi muskułami i greckich bogów z manierami ludzi pijących „ambrozję” pod straganem kupca Biedronkusa. Okazało się, że zbroja legionisty nie musi kryć pod sobą odwagi, a złocista szata cezara nie koniecznie mówi nam o duszy artysty. Jak na ucztę, to strat niewiele: jedna drewniana łycha rozwalona podczas triumfalnego uderzenia w gong…
Kolejnego dnia odbyły się igrzyska olimpijskie. Dzielni sportowcy mieli trochę niewyraźne miny, gdy zjeżdżali na worach po nieznanym im dotąd śniegu, który nagle pojawił się w Świeradowie, więc rodacy wspierali ich nieustannym wrzaskiem. Rzut kulą, bieg slalomem, toczenie straszliwej bryły oraz wyścigi rydwanów także dostarczyły mnóstwa emocji. „Gre-cja! Gre-cja! Bieg-nij! Uważaj!! Szyb-ciej!!! Greeecja!!!!” albo „Rzym! Rzym! Zu-zia, da-waj!!Baaaśka!! O nie! Baśka, wstawaj!! Otrzep sobie twarz ze śniegu, to będziesz lepiej widzieć! Klau-dia!! Uważaj na drzewo!! Rzym!!!” Uff… Niezapomniane przeżycia…
Wybacz, o Najjaśniejsza, że ośmielę się zakłócić Twój czcigodny spokój, wspominając o jeszcze jednej sprawie. Mam nadzieję, że wybaczysz mi ten nietakt z uwagi na Twój słodki rozkaz donoszenia Ci o wszystkim, co się tu dzieje. Grecy i Rzymianie zawarli z nami sojusz. Myślisz, o Pani, teraz o nich pewnie jako o Twych wdzięcznych sługach. Nie należy ich jednak lekceważyć! Udało mi się odkryć, że mają pośród siebie Wielkiego Wodza… Nie mówię, rzecz jasna, o cezarze, ani centurionach, którzy rozmawiają z Nim na kolanach. Czczą Go jako Jedynego Boga, dlatego, wybacz śmiałość!, nie uznają boskości Twojej i naszych posągów. On musi być wielki. Kiedy z Nim rozmawiają mają ogień w oczach, ale uśmiech na ustach. Chyba jest dla nich dobry, bo zwracają się do Niego „Ojcze”… To dziwne, bo nasi bogowie potrafią trzaskać piorunami i zsyłać zarazę, wszyscy się ich boimy, więc składamy im ofiary, ale nigdy nam na myśl nie przyszło, żeby ich kochać… Tymczasem oni przestali nawet liczyć czas od założenia Rzymu, teraz liczą lata od narodzin Syna Bożego, który według nich przyszedł, żeby zbawić wszystkich ludzi. Nasz Anubis zajmuje się śmiercią, ale raczej nigdy nie przyjdzie mu do wilczego łba, żeby nam dać życie, a może po prostu nie potrafi. Wybacz, o Pani, to pytanie, ale czyż nie powinniśmy tego rozważyć dla dobra królestwa?
Wracając do faktów, cały ten zjazd zakończył się, o dziwo, pokojowo. Wszystkie trzy państwa ustawiły się zgodnie na polanie i odczytano, o Pani, dekret o zwycięzcach. Rzymianie wznieśli gromki okrzyk i zaczęli uderzać mieczami o pancerze, gdy dowiedzieli się o swojej wygranej w wielkiej grze, a Grecy wcale nie byli bardziej powściągliwi, kiedy okazało się, że są otrzymają wstęgę zjazdu. Nawet kiedy już wsiedli razem do wielkiego rydwanu, radości nie było końca – całą drogę śpiewali pieśni w niezrozumiałym dla mnie języku barbarzyńców z północy…
Oto koniec mojej relacji, mam nadzieję, że jesteś ze mnie, o Pani, zadowolona. Niech Twoja uroda nigdy nie zgaśnie, niech Nil stale nawadnia Twą żyzną krainę, niech nic nie przyćmi Twojego słonecznego szczęścia!

Wierny i oddany sługa
Demetriusz

(Hanka Dunajska trop. 
zastępowa „Bobra” 4. DW)

Dodaj komentarz