Listopadowa przygoda

9Wyjazd listopadowy Puszczy Dolnośląskiej odbył się w dniach 2-4 listopada we Wrocławiu. W wyjeździe tym brały udział dwa zastępy, Orzeł i Sowa, oraz dwie osoby z Legnicy. Tematem przewodnim tego wypadu była „Bitwa warszawska”.

Na stację kolejową „Wrocław Główny” przyjechaliśmy około godziny dziesiątej. Poczekaliśmy na resztę naszej drużyny i ruszyliśmy w dalszą drogę. Idąc w kolumnie, dotarliśmy do przystanku autobusowego i pojechaliśmy autobusem na ulicę Monte Cassino, gdzie zostaliśmy zakwaterowani w salkach. Odłożyliśmy nasze ciężkie bagaże, zabraliśmy potrzebny nam sprzęt i ruszyliśmy w teren, nieopodal Odry. Od rzeki dzielił nas mały zagajnik. Rozpoczęliśmy od warsztatów dla funkcyjnych. Głównymi tematami były pionierka i ekspresja. Ja prowadziłem zajęcia z pionierki. Postanowiłem że podzielimy się na dwie grupy i zbudujemy drabinę oraz konstrukcję trzepaka. Jak skończyły się warsztaty każdy był głodny i zajęliśmy się gotowaniem obiadu. Gdy zjedliśmy posiłek zagraliśmy w grę i udaliśmy się w drogę powrotną do naszej kwatery.

Następnego dnia wstaliśmy o godzinie 6:30 i udaliśmy się na Mszę świętą do kościoła pw św. Rodziny. Po zakończeniu Eucharystii pojechaliśmy autobusem do miejscowości, o nazwie Sobótka. Naszą główną misją było dostać się na sam szczyt góry Ślęży. Po drodze mieliśmy zbierać koperty z bolszewickim szyfrem, walczyć o amunicję którą wysłali nam Węgrzy oraz przechwycić i rozszyfrować komunikat który nadawać będą rosyjscy żołnierze. W czasie marszu stoczyliśmy dwie zwycięskie walki oraz zdobyliśmy aż jedenaście kopert. Wykupiliśmy od rosyjskiego szpiega radioodbiornik i przechwyciliśmy komunikat od rosyjskich żołnierzy. Z rozszyfrowaniem informacji mieliśmy małe kłopoty, ale cel został osiągnięty. W treści tego przekazu zawarte były wzmianki o pancernym ataku na Warszawę, który miał się odbyć w nocy. Na szczycie pokrzepiliśmy się gorącą czekoladą i udaliśmy się na szlak, aby ugotować obiad. Po obiedzie poszliśmy na przystanek autobusowy i wróciliśmy do Wrocławia. W nocy dostaliśmy komunikat o zbliżających się bolszewickich czołgach. Uzbrojeni pobiegliśmy na miejsce, z którego mieliśmy bronić stolicy. Nadjechał rosyjski czołg. Dzięki naszej współpracy sprawnie udało nam się go wysadzić. Złapaliśmy dowodzącego ofensywy na Warszawę i wygraliśmy wojnę.

W ostatni dzień po porannej mszy odbył się bieg topograficzny. Po drodze musieliśmy rozwiązać sześć zadań. Choć walka między naszymi zastępami była równa, to zwycięzcami zostali chłopaki z Sowy. Meta biegu znajdowała się obok zoo we Wrocławiu. Na miejsce przyjechał wyposażony w liny i uprzęże Grzegorz . Pod opieką naszego drużynowego oraz Grześka, odpowiednio zabezpieczeni schodziliśmy z mostu. W tym samym czasie drugi zastęp chodził po taśmie przewieszonej między dwoma drzewami (tzw. ”slackline”.) Przejście po niej nie było takie proste, jak nam się wydawało. Każdy po dwóch krokach spadał na ziemię. Gdy Grzegorz pokazywał nam jak chodzić po taśmie, byliśmy oszołomieni z jaką łatwością wykonuje on wszystkie akrobacje.

W salkach zjedliśmy pizzę, którą dowiezioną nam z podobno najlepszej pizzerii w mieście 😉 Następnie spakowaliśmy swoje rzeczy, jednocześnie sprzątając za sobą. Apel końcowy był ostatnim punktem programu naszego pobytu we Wrocławiu.

Pomimo niskiej frekwencji spotkanie zaliczamy do udanych. Poznaliśmy nowe miejsca, zmierzyliśmy się z nowymi zadaniami i ciekawie spędziliśmy czas w naszej wspólnocie. Jestem przekonany, że zdobyte umiejętności wykorzystamy na kolejnych wyjazdach i obozach. Za przygotowanie programu, pobytu i wielkiej gry w imieniu wszystkich uczestników dziękuję naszemu drużynowemu.

Czuwaj!

Łukasz Jajko wyw.

Zastępowy Orła

Dodaj komentarz