ZZZ 5 Drużyny Wrocławskiej

Szczęśliwy który po mrocznej jeździe  po ciemku przez przerażający most i ziejący strachem  las, dojedzie  do malowniczej  szkoły  w Kotowicach  i spotka  młodych
harcerzy czekających  na  niego  z  herbatką.  I  mi  zdarzyło  się  być  tym  szczęśliwcem,  a  było to, gdy po podróży na rowerze do tej małej, ale jakże przyjaznej wioski,
zapukałem we wrota tegoż właśnie budynku, w którym zaczęliśmy nasz ZZZ.

Na początek jako wykwintni skauci  zrobiliśmy  kolację. Wprawdzie nie  było moich najukochańszych  kotletów  schabowych,  ale  kanapki    ze  szprotem  wystarczyły,  by  uśmiech zagościł  w  moim  brzuszku.    Jednak  nawet  kotlety  schabowe  są  marnością  wobec  Boga najwyższego  oraz  jego  Słowa.  Po  szybkim  zaplanowaniu  naszej  dwudziestoczterogodzinnej zbiórki oraz nauki kilku nowych gier,
przeczytaliśmy fragment Pisma Świętego, który nasze myśli skierował ku niewymownie
wspaniałemu Ojcu i odwrotnie proporcjonalnie do elektronów
w stanie wzbudzonym, ogarnął nas wewnętrzny spokój. Zapadliśmy w błogi sen.

      Rano ruszyliśmy  na  patrol  po  okolicach  Kotowic. ZZ  był  prawie rowerowy,  gdyż stosunek  ilości  członków  do  ilości  rowerów  stanowił  2:1.

Dosiedliśmy więc naszych wierzchowców, po dwóch na jednego, i ruszyliśmy na wieżę.
Widok był niesamowity. Wzdłuż i wszerz,  jak  okiem  sięgnąć,  nie  licząc  okolicznych
wsi,  również  wkomponowujących  się w krajobraz, były pola i lasy, i rzeki, i jeziora. Jedynie na horyzoncie było widać jak
przez mgłę dwa kominy. Nasz patrol zawędrował dalej, wśród błogiej gęstwiny leśnej, po torach w stronę jeziora
Dziewiczego. Otaczająca nas przyroda była niemal pierwotna. Przez chwilę zastanawiałem
się, czy na pewno już nie śpię. Na szczęście po dyskretnym uszczypnięciu w rękę nic nie
znikło.
Gdy nasz przewodnik  – Wojtek  ­  dał  znak,  że  doszliśmy  na  miejsce, wzięliśmy się  do  robienia obiadu. Wypiekane na patelni i kamieniu burrito, choć nie z osła i bez soli,
było całkiem smaczne.


Całość nie odbyła się bez wygłupów, rozmów, radości i śpiewu. Zobaczyliśmy krainę niemal  mlekiem  i  miodem  płynącą.  Było  to  spotkanie  nie  tylko  z  przyjaciółmi,  nie  tylko  ze Słowem Bożym, ale także z Jego stworzeniem.

Zapraszam do galerii!

Michał Szlachetko ćw

Dodaj komentarz