ZZ Góry Bystrzyckie 3-4 marca 2018

Nasz wyjazd rozpoczął się zbiórką o godzinie 6 na dworcu PKP we Wrocławiu. Obecni byli Michał Mazurkiewicz – drużynowy oraz Mateusz Uryga, Michał Krzywiecki, Kuba Ner, Mikołaj Pluta, Piotr Kondrat – zastępowi. Wszyscy bez Mikołaja, który miał się dosiąść w Kłodzku i Kuby, który miał wsiąść chwilę po nas ruszyliśmy na peron. Po kilku minutach przyjechał nasz pociąg, do którego od razu wsiedliśmy. Około godziny 8:45 dotarliśmy do Długopola Zdrój. Za cel obraliśmy schronisko Jagodno, położone na wys. 811(0) m.n.p.m. Po dojściu do Ponikwy, gdzie zrobiliśmy postój, miejscowy starszy pan zrobił nam zdjęcie. Następnie poszliśmy czerwonym szlakiem do schroniska Jagodno. Około godziny siedzieliśmy w schronisku i grzaliśmy się oraz zastanawialiśmy się co zrobić dalej. W naszych planach było wypożyczenie biegówek, lecz nie było odpowiednich butów. Musieliśmy najpierw zrobić obiad licząc, że po powrocie znajdzie się dla nas odpowiedni sprzęt. Zostawiliśmy nasze plecaki i ruszyliśmy do lasu zrobić obiad. Przygotowaliśmy kurczaka w sosie, razem z kuskusem i kukurydzą. O godzinie 17 wyruszyliśmy na biegówki, które tym razem udało nam się już wypożyczyć. Dla wszystkich oprócz drużynowego i Michała Krzywieckiego był to pierwszy raz. Wszystkim się podobało, aczkolwiek trasa, którą wybraliśmy była nieadekwatna do naszych umiejętności. Przejazd zajął nam nieco ponad godzinę. Po drodze nie obyło się bez kłopotów i każdy z nas zaliczył bliższe spotkanie ze śniegiem, ale około godziny 18:40, zadowoleni z siebie wróciliśmy do schroniska.

Zrobiliśmy kolację, na której znalazła się herbata, kanapki z kiełbasą (której połowę nam zjadły miejscowe koty) i kremusiem. Po kolacji wszyscy poszli się wykąpać. Kolejnym punktem programu była rada drużyny, na której omawiane były ważne sprawy. Okazało się, że ktoś też chciał spać na podłodze w schronisku, więc my się wynieśliśmy gdzie indziej. Spaliśmy w Sali jadalnej na podłodze wyłożonej pufami. Było wygodnie. Rano o godzinie 6:00 wstaliśmy na biegówki, w tym czasie Mateusz zaproponował, że zrobi śniadanie, bo narty nie przypadły mu do gustu i tak też zrobił,  .

Po powrocie zjedliśmy pyszną owsiankę, Mateusz się postarał i wielkie podziękowania dla niego. Następnie spakowaliśmy się i wyruszyliśmy w drogę powrotną. Szliśmy do Bystrzycy Kłodzkiej zielonym szlakiem. Po drodze napotkaliśmy trudności takie jak zamarznięty strumień przepływający przez drogę. Do Bystrzycy dotarliśmy o 11:20, gdzie poczekaliśmy na mszę, która była o 12. Na drzwiach wisiała informacja, by zamykać drzwi,  bo kościół jest ogrzewany. Pokrzepieni myślą o ogrzaniu weszliśmy do przybytku i pierwszym co się ukazało naszym oczom był lód święcony przy wejściu. Msza trwała 45 minut, więc jakoś wytrzymaliśmy. Po krótkim marszu dotarliśmy na dworzec, gdzie czekaliśmy na pociąg, który o 14:23 miał nas zabrać do domu. Po wesołej godzinie czekania zjawił się jakże wyczekiwany środek transportu z działającym ogrzewaniem. Podróż minęła szybko I wesoło. ZZ się skończył.

 

Piotrek Kondrat wyw., zastępowy zastępu Bóbr

Dodaj komentarz