Wędrówka Jeleniogórskiego Ogniska św. Anny

Zdjęcie0318Zdjęcie0300Zdjęcie0299
Pan mym Pasterzem, nie brak mi niczego…

Takie słowo dał nam Pan Bóg na czas naszego zimowego wędrowania po okolicznych karkonoskich i izerskich górkach. I rzeczywiście, na każdym kroku miałyśmy potwierdzenie Jego towarzyszenia i troski o nas. Dał nam przecudną pogodę, dużo słońca i dużo śniegu, wielu życzliwych ludzi oraz siebie nawzajem przede wszystkim. Od pierwszego momentu, gdy tylko wysiadłyśmy na stacji w Szklarskiej Porębie, wiedziałyśmy że ta wędrówka to będzie wyjątkowy czas. Wiele spraw było trudnych przed wyjazdem, wiele przeszkód (żeby nie powiedzieć, że same przeszkody), wiele braków, sporo walki i pokus żeby zrezygnować, dać sobie spokój, nie jechać…. Ale nie poddałyśmy się i dostałyśmy potwierdzenie, że warto nie dawać za wygraną. „Pan mym Pasterzem” – wszystkie braki i niedociągnięcia On sam wypełnił, o wszystko zadbał, naszym zadaniem było tylko cieszyć się i korzystać z Jego darów. Zupełnie niezwykłe wypełnienie słowa, które dał nam na wspólnej, porannej Eucharystii.

Prowadzi mnie nad wody, gdzie mogę odpocząć…

Nas akurat zaprowadził do pełni zimy. Jak fantastycznie jest móc wyrwać się z nijakiego miasta – mocno szarego zimą i smutnego i wkroczyć do przyrody śpiącej pod białymi pierzynami śniegu, do słońca, które je osrebrza, do przestrzeni która zachwyca tak bardzo, że aż zapiera dech w piersi. Miałyśmy okazję patrzeć na świerki uginające się pod ciężarem śnieżnych czap i na białe drzewa oświetlone różowym, wschodzącym słońcem i na drzewa jakby obsypane białymi kwiatami wysoko w górach i na świerczki ubrane w białe kule jakby zamienione w bałwanki… Kontakt z prawdziwą zimą jest człowiekowi potrzebny, białe szaleństwo na nartach jest potrzebne – wtedy się oddycha, odpoczywa, dystansuje. Trzeba się trochę pomrozić, przemęczyć, poczuć zdrowe, zimowe powietrze na twarzy – to niby mała sprawa, a pomaga łapać równowagę.

Przywraca mi życie…

We wspólnocie wiele spraw się naprawia, ludzie w dobrych relacjach między sobą potrafią się nawzajem umacniać. I myśmy tego doświadczyły na naszej wędrówce. Wzajemna troska o siebie i pomoc, służenie innym tym co się ma najlepszego to jest to, co buduje, to co pomaga nabierać sił do dalszej drogi. Także wspólna modlitwa, dzielenie Słowem Bożym, oddawanie bieżących spraw osobistych i potrzeb Ogniska, środowiska, pomogły nam odżyć na nowo. To wszystko bezcenne. Tego nie znajdziemy rezygnując z wysiłku wędrowania. Tylko podejmując go możemy cieszyć się tym, co nam Pan Bóg przygotował do przeżycia razem.

 

Anna Mikos

Dodaj komentarz