Rower pokutny, mucha w oku i miliccy złodzieje (czyli ZZZ 2DW 5-6.10.2013)

Na weekend 5-6 października czekałyśmy z utęsknieniem (tłumacząc na „nasze” i cytując – „Jaka ta nowa drużynowa będzie? Kiedy wreszcie będzie pierwsza prawdziwa rada drużyny?”).

Humory popsuł nam jeden przykry fakt – Basia (zastępowa Sarny), nie mogła pojechać na ZZZ. Pojechałyśmy więc bez niej i było tak jakoś pusto…

Rowery to ciekawy środek lokomocji. Inaczej patrzy się na przebyte kilometry (w porównaniu z jazdą samochodem i podróżą na pieszo). Największym chyba plusem i zaletą jest wiatr we włosach. Jadąc rowerem wyjątkowo dobrze się się też śpiewa 🙂 .

W związku z tym i innymi kwestiami wybrałyśmy właśnie rower jako „atrakcję” naszego pierwszego ZZZ-tu w nowym roku i w nowym gronie. Jednak przejechać 30 km na wygodnym rowerze, a przebyć tą samą trasę na „twardosiodełkowcu”, to znacząca różnica. Rower Nati (zastępowej Charta) został więc okrzyknięty przez naszą drużynową – Dorotkę – „rowerem pokutnym”. W związku z tym w czasie drogi zmieniałyśmy się ciągle, żeby nam nasza Natalia nie padła ze zmęczenia 😉 (wtedy to wcale nie było śmieszne).

Trasa Żmigród-Milicz jest zachwycająca. Szlaki turystyczne prowadzą między milickimi jeziorami. Mogłyśmy po drodze obserwować ptaki przygotowujące się do odlotu do ciepłych krajów. Czułyśmy zapach wody, lasu i złotej polskiej jesieni. Piękne krajobrazy wokół dodawały nam sił, gdy byłyśmy już zmęczone oraz wprawiały nas w dobry humor. Promienie słoneczne grzały nas, a my, uśmiechnięte, ruszałyśmy ku przygodzie.

Ogólny plan naszego ZZZ-tu był bardzo prosty – dojechać, zrobić dłuuuugą Radę Drużyny, wrócić. A główny cel: lepiej się poznać i powoli zaprzyjaźniać.

W trasie ugotowałyśmy sobie pyszny i dodający sił obiad. W Miliczu zatrzymałyśmy się koło kościoła i tam zrobiłyśmy apel ewangeliczny. W międzyczasie Dorotce wpadła mucha do oka; sanitariuszka – Julka(zastępowa Renifera) – musiała przeżyć niezły stres, bo przy wyciąganiu owad rozpadł się na kilka części :0 . Później pojechałyśmy na miejsce naszego noclegu – do schroniska młodzieżowego. Oprócz nas nie było tam żadnych młodych ludzi. Miałyśmy więc cały „teren” dla siebie! W holu głównym stało lustro w stylu „późne rokokoko”. Schronisko było wyjątkowo zadbane – nie miałyśmy żadnych zastrzeżeń (no, może jedno – światło na schodach biegnących przez trzy piętra zapalało się tylko na dole – musiałyśmy schodzić na dół po ciemku, co nie było zbyt przyjemne, zwłaszcza, gdy schodziło się samemu).

Na kolację zrobiłyśmy sobie tosty (z ketchupem – pycha!). Potem przyszedł wyczekiwany przez wszystkich (a przynajmniej przeze mnie) czas Rady. Radziłyśmy na pewno co najmniej godzinę – to były naprawdę cenne i potrzebne minuty. Grałyśmy też w Jungle Speed’a – grę na refleks oraz uczyłyśmy się piosenek z początków harcerstwa polskiego. Na koniec dnia zrobiłyśmy pierwszy w tym roku Sąd Honorowy. Poszłyśmy spać zmęczone i szczęśliwe.

Następnego dnia musiałyśmy wstać o 6.00, żeby zdążyć na Mszę o 7.00. Przed kościołem uświadomiłyśmy sobie, że jest pewien problem – nie wiadomo, co zrobić z sakwami zawierającymi wszystkie/większość naszych rzeczy (w stanie w jakim się znajdowały, nie dało się ich odczepić) . Z braku innego wyjścia zostawiłyśmy dobytek przed kościołem, bez „opieki”. Przez pół Mszy bałyśmy się potencjalnych milickich złodziei. Na szczęście nie padłyśmy ofiarą ich niecnych działań – wszystkie rzeczy były na swoim miejscu.

Następnie zjadłyśmy śniadanie na łonie natury, po czym ruszyłyśmy w drogę powrotną. Jechało nam się lepiej, a widoki były piękniejsze. Chciałyśmy zdążyć na wcześniejszy pociąg, ale się spóźniłyśmy. 8 minut! ( może dlatego, że w między czasie uskuteczniłyśmy sesję zdjęciową) Czekałyśmy więc na następny ponad godzinę. Nie był to jednak czas stracony. Wręcz przeciwnie – zrobiłyśmy Radę podsumowującą ZZZ, pośpiewałyśmy, pograłyśmy w pytania (kto? z kim? gdzie? kiedy? co robi? po co? jaki z tego morał? – jeśli jeszcze nie grałaś/eś, to musisz koniecznie!).

We Wrocławiu się pożegnałyśmy, bogatsze o te dwa dni…

DSCN0181

Zastępowa zastępu Koszatka

Kaja Drozdowska trop.

Dodaj komentarz