Obóz letni 1 GW

„Ikki, co tak głośno cyka?” to było pierwsze pytanie zadane przez Wilczki z 1 GW jakie usłyszałem na naszym letnim obozie w Rząsinach, koło Lwówka Śląskiego. Chodziło oczywiście o świerszcze, których tam były tysiące. W tym roku one były naszymi najwierniejszymi towarzyszami. Do tego doszedł szum wiatru pośród brzozowego lasu, w którym były rozbite nasze namioty. Tematem przewodnim było poszukiwanie zaginionej wody w Wajngandze (rzeka z księgi Dżungli).

Na początku jednak każdy z wilczków musiał się zderzyć z wymaganiami prostego życia: utkać sobie prycz na której będzie spał, zadbać o ogień pod kuchnią i pomagać przy przygotowaniu posiłków. Wszyscy sobie szybko zdali sprawę, że jak nie będziemy razem współpracować, to zamiast zabawy i gier będziemy chodzić głodni. ☹ A atrakcji na obozie jest przewidzianych zawsze wiele: gry i zabawy sportowe, gry terenowe i religijne, warsztaty ręczne, wycieczki oraz przede wszystkim przebywanie z rówieśnikami i własne pomysły.


W tym roku pewną niewiadomą było zachowanie służb mundurowych po zmianie przepisów dotyczących obozów w lesie. Trochę się tego obawialiśmy, ale okazało się, że dzięki bliższym kontaktom ze strażakami nasz obóz był jeszcze atrakcyjniejszy! Zorganizowali dla nas wizytę w swojej siedzibie, gdzie mogliśmy się przyjrzeć, jak wygląda ich sprzęt oraz skorzystać z sikawki do gaszenia pożarów oraz ochłody. Pobyt u straży podkreślił wspólny posiłek oraz pamiątkowe zdjęcie. Trzymaliśmy na nim baner – „Kręci nas bezpieczeństwo”. Myślę, że wilczki rozumiały te słowa jako zapewnianie bezpieczeństwa innym, bo same dopytywały się o tak jak zostać strażakiem i ratować ludzi. Każdy chciałby zostać bohaterem. W czasie naszej wizyty wybuchł pożar i niektórzy z nas chcieli się zabrać z dyżurną ekipą…

Życzliwość miejscowych ludzi otaczała nasz każdego dnia. Pan stolarz udostępnił nam swój pokój i telewizor, dzięki któremu mogliśmy trochę pokibicować piłkarzom, nadleśnictwo pozwoliło wspiąć się na wieżę obserwacyjną a ojciec franciszkanin z Lwówka przyjechał do nas odprawić mszę polową. Wieczory umilały nam wspólne ogniska i ekspresja wilczków.


Nasz obóz zakończył się wielką grą wodną. Wilczki musiały w lesie odnaleźć tamę, którą zbudowały złe Banderlogi, stoczyć z nimi bitwę i uwolnić wodę. Dotarła ona do naszego obozowiska w postaci wozu strażackiego, który zrobił dla nas kurtynę wodną. Było przy tym wiele zabawy i śmiechu!

Wilczki wielokrotnie podkreślały jak na obozie szybko mija czas. W pewnym momencie nadszedł czas powrotu do rodzin i opowieści o swoich przygodach. Dla części z nich był to pierwszy obóz i pierwsze spanie pod namiotem. Atmosferę na wyjeździe podsumowała jedna z mam: „Syn wrócił zachwycony i …odmieniony!”.

Ikki 1 GW

Dodaj komentarz