Mafia sycylijska w Glince, Zimowisko PuSZczy Dlnsl. 27-31.12.2011 r.

7Choć mogłoby się wydawać, że mafię znamy jedynie z hollywoodzkich filmów, tak naprawdę sami w niewiedzy mamy często z nią do czynienia. Czego przykładem jest niewielka miejscowość – Glinka, położona w Beskidzie Żywieckim. Niby skąd ludziom przyszła by do głowy myśl, że ktoś obok ich domu z dala od dużego miasta otworzył pralnię brudnych pieniędzy?

A jednak, wywiad nie mógł się mylić. Do zlokalizowania i wysadzenia fabryki fałszywek oraz schwytania mafiosów powołane zostały cztery zastępy specjalne: Sowa, Pająk, Orzeł oraz połączony Niedźwiedź-Brzana-Lis (Li-Nie-Brz). Te z Dolnego Śląska na misję wyjechały już drugiego dnia świąt. Dostaliśmy zakwaterowanie w miejscowej placówce oświatowej, w której dla niepoznaki miał odbywać się wypoczynek grupy skautów. Już pierwszego dnia przystąpiliśmy do rozpoznania, wyruszając na wyprawę w góry, która miała pokazać nam kluczowe szlaki komunikacyjne w okolicy. Na bieżąco otrzymywaliśmy też cenne informacje wywiadowcze z centralnego biura i od naszych agentów terenowych. Wynikało z nich że szukamy dwóch osobników: Vincenta Carbano i Paula Figlano, którzy byli wielokrotnie oskarżani o wymuszenia i haracze, a nawet porwania. Udało nam się nawet pozyskać ich fałszywki i zacząć nimi posługiwać, aby wkręcić się w ich interesy i uzyskać więcej informacji na ich temat. Nikt z nas nie spodziewał się jednak tego, jak daleko sprawy zajdą. Po powrocie odbyło się świeczysko poświęcone temu, czego udało nam się dowiedzieć na temat mafii, rozpaliło ono w nas nadzieję na szybkie pochwycenie sprawców tego całego zamieszania.

Drugiego dnia przystąpiliśmy do dalszego rozpoznania, tym razem celem było zebranie informacji od miejscowych. Zastępy rozdzieliły się więc i wyruszyły w różne strony, szukając tym samym prawdopodobnych miejsc lokalizacji fabryki. Podczas gdy my infiltrowaliśmy okolicę, wydarzyło się coś bardziej niespodziewanego. Z materiałów i nagrań wynikło że w czasie naszej nieobecności do szkoły zawitali podejrzani osobnicy i uprowadzili naszego agenta, jednak na szczęście nie zdradził swojej tożsamości. W dalszej części dnia odbyły się warsztaty techniczne, mające nam pomóc w naszej misji w następujących dziedzinach: ekspresja, samarytanka, kulinaria i topografia. Na świecznisku wspominaliśmy czego udało nam się dowiedzieć podczas zwiadu.

Dnia trzeciego zbudowaliśmy tor przeszkód, na którym odbyliśmy bieg sprawnościowy. Był on bezpośrednim egzaminem dla zastępów przed ostatecznym rozrachunkiem z mafią. Zmagaliśmy się w szeregu dyscyplin i gier, które miały pokazać który zastęp był najlepiej przygotowany do eksterminacji wroga. Dopełnieniem tego dnia pełnego zmagań i wrażeń była Eucharystia w której spotkaliśmy się i pojednali z Jezusem Chrystusem. Była bardzo ważnym ogniwem, abyśmy z jeszcze większym zapałem przystąpili do następnych wyzwań. Po tym jak wszyscy ułożyli się do snu, nastąpił nocny alarm. W pełnej gotowości stawiliśmy się przed szkołą, naszym zadaniem było rozszyfrowanie danym niewiadomego pochodzenia, nadawane optycznym Morsem. Kluczem do zagadki było słowo „lodówka” w której znaleźliśmy kluczyki do pojazdu. Szybko namierzyliśmy dany pojazd, w którego bagażniku był nasz agent, cały i zdrowy, tylko lekko przerażony i sparaliżowany długim i skrępowanym pobytem.

Czwartego dnia nadszedł kluczowy moment dla naszej misji. Dzięki ogromowi zebranych informacji, między innymi od naszego uprowadzonego agenta, mogliśmy wyruszyć tropem Paula i Vincenta, zbierając współrzędne lokalizacji fabryki, a także zdobywając ładunki potrzebne do zdetonowania całego kompleksu. Udało nam się nawet nawiązać kontakt z jednym z gangsterów i umówić na spotkanie. Punktem przekupnym była kuchnia włoska, której widać mafiosom bardzo brakowało. Sprawy zaszły tak daleko, że fałszywki trafiły w obrót do miejscowych sklepów, o czym mieliśmy okazję się przekonać, płacąc podrabianą walutą za towary. Gdy doszło do spotkania w naszej kwaterze, wydawali się być bardzo spokojni i pewni swoich interesów. Po tym spotkaniu dostaliśmy zielone światło na ostateczne rozpracowanie kliki. Przed wyruszeniem do fabryki w celu jej wysadzenia odbył się jeszcze próbny zjazd naszych transporterów. Gdy dotarliśmy na miejsce od razu rozpoznaliśmy ślady pobytu przestępców. Szybko ich wytropiliśmy i po trudnym aresztowaniu przesłuchali. Gdy już mieliśmy potwierdzenie zlokalizowania fabryki, umiejscowiliśmy ładunki wybuchowe mocno w śniegu i odpaliliśmy. Wybuchy były bardzo efektowne i z pewnością zauważalne z oddali. Po wypełnieniu misji powróciliśmy do kwatery i spakowali, aby nie pozostał ślad naszej działalności. Zniknęliśmy równie niepostrzeżenie, co się pojawili, pozostaniemy nadal w świadomości mieszkańców jako skauci, nie jako bohaterowie i właśnie o to nam chodziło. Z pośród zastępów najbardziej wyróżnił się Orzeł, którego fachowcy z zimną krwią podeszli do rzeczy i nie zlękli się. Być może już nie długo znów zostaniemy wezwani w inne miejsce, pewne jest, że tam gdzie przychodzimy nie ma lipy.

Zastępowy SZ Sowa
Łukasz Nowak

Dodaj komentarz