Biwak listopadowy 1 Drużyna Rząsińska Mysłakowice

W dniach 9-11 listopada 2014 r. odbył się biwak 1 Drużyny Rząsińskiej, jednak już dzień wcześniej wraz z innymi zastępowymi wybrałem się do starego, opuszczonego, radzieckiego szpitala.
Wtedy jeszcze nie wiedziałem, że wybrano mnie na zastępowego (dowiedziałem się o tym pod dopiero pod koniec biwaku).

Biwak rozpoczęliśmy zgodnie z planem, na dworcu PKP w Gryfowie Śląskim o godzinie 11:50, a następnie udaliśmy się pociągiem do Jeleniej Góry.
Gdy dotarliśmy na miejsce, poszliśmy na przystanek autobusowy i po drobnych komplikacjach dotarliśmy do Mysłakowic.

W parafii, w której mieliśmy nocować, przywitano nas serdecznie, a także przygotowano ognisko.
Spotkanie ognisku rozpoczęliśmy modlitwą przy pomniku Maryi, a po modlitwie rozpoczęliśmy ognisko. Nie zabrakło śpiewów oraz gry patriotycznej.
Wszyscy też zostaliśmy poczęstowani bigosem.

Następnie poszliśmy do kościoła na Mszę Świętą, a po niej udaliśmy się do świetlicy.
Tam zjedliśmy kolację, a następnie poszliśmy spać.

Zgodnie z planem o godzinie 7:30 miała być pobudka, jednak obudzono nas już o 2 w nocy na zbiórkę, po której ponownie udaliśmy się spać.
Po porannej pobudce miała miejsce krótka rozgrzewka.
Później wróciliśmy na świetlicę i zjedliśmy śniadanie. Był czas na spakowanie się i posprzątanie świetlicy.

Następnie wyszliśmy i rozpoczęliśmy grę patriotyczną. Również i tym razem nie
obeszło się bez komplikacji. Najpierw się zgubiliśmy. Po ok 15 minutach przybiegł do nas zastępowy zastępu Niedźwiedź i powiedział, że mamy zawrócić (w pośpiechu zgubił śpiwór i karimatę).

Gdy byliśmy już u podnóża góry, jeden z mojego zastępu nie był w stanie iść dalej, co bardzo utrudniło nam bieg. Po tym, jak zebraliśmy wszystkie materiały do „bomby”, okazało się, że wzięliśmy niewłaściwy patyk i byliśmy zmuszeni wrócić.

Jednak mimo wszystko gra się udała. Po zakończeniu gry całą drużyną poszliśmy do lasu i rozpaliliśmy ognisko.
Ugotowaliśmy obiad na ognisku (ja po raz pierwszy miałem okazję gotować na ogniu). Obiad był smaczny.
Po nim udaliśmy się na autobus jadący do Jeleniej Góry, a w międzyczasie odpalaliśmy nasze „bomby”. Przywilej odpalania bomb przypadł w udziale mi. Pierwsza wybuchła nieźle, ale druga jeszcze lepiej (sam przez dłuższy czas miałem pisk w uszach).

Gdy dotarliśmy do Jeleniej Góry, poszliśmy do parafii św. Wojciecha, gdzie zjedliśmy kolacje, graliśmy w gry oraz odgrywaliśmy scenki.
Ostatniego dnia wstaliśmy zgodnie z planem o 7:30. Po rozgrzewce zjedliśmy śniadanie, a następnie był czas na sprzątanie i pakowanie się.
Biwak zakończyliśmy krótkim apelem (którego przygotowanie zajęło bardzo dużo czasu).
Po zakończonym apelu poszliśmy na dworzec PKP i wróciliśmy do domu.

Wyjazd należy uznać za udany oraz dobrze zorganizowany.
Nie mogę doczekać się następnego biwaku. ^

Grzegorz Walenkiewicz
Zastępowy tworzącego się zastępu Dzik ze Zgorzelca.

Dodaj komentarz